

Po czterech dniach spędzonych w Czechach wróciłam z anginą i jak to co roku bywa mieszanymi uczuciami. Ale zacznijmy od początku. Gdy przyjechaliśmy we czwartek, Szyszka z Bastkiem rozbili namiot, Szyszka mówił że zrobi to w 30 sekund bo jak był mały zdobył jakieś Złote Pióro harcerskie, ale zamiast 30 sekund zajęło im to 3 godziny;)) Na warm-upie zagrał Kaze z Chwiałem a gościnnie freestylowali Ostry i Tet, bardzo przyjemny występ, całkiem niezła publika ( jak na hangar, jak się później okazało ). Moje Crew w składzie Martuszka, Szyszka i Bastek ponaklejali moje wlepy na chyba każdego... więc cały warmup wraz z Kazem i Chwiałem były zatagowane NV ;))) Potem poszliśmy pić, ja pojechałam do akademika spać a reszta została w namiocie. W piątek rano wbiliśm się wszyscy do akademika, odpoczęliśmy i ruszyliśmy na teren festiwalu. O godzinie 17 wszystko było jeszcze w rozsypce, w szczególności UNITY stage, pierwszy raz widziałam Yare tak wkurzoną. Obsuwa była ok 4 godzinna. I jak to pech chciał mój występ pokrył się z występem OSTREGO i jeszcze w tym samym czasie Mentalcut grał już swój set w tictaku. Co do samego show wyszło nam tak jak chcieliśmy , nie mogę narzekać, jedynie frekwencja słaba, bo nawet jeśli ktoś chciał przyjść na mój występ to musiał mieć niezłe szczęście żeby trafić, ja o tym że mam wbijać na scene dowiedziałam się jakieś 20 minut przed, także nawet nie zdążyłam powiadomić wsyzstkich znajomych. Dziękuje wszystkim którzy dotarli, daliśmy z siebie wszystko co mogliśmy dać. Po występie cała enegria i siła jaką miałam wyparowały, nawet nie byłam w stanie pić. Pamiętam tylko jak Promoe z LoopTroop podbił do mnie że mam fajny tshirt, ten z SUCK MY TOE, więc się podjarałam ;) aaaaa i jeszcze w międzyczasie przeprowadziłam wywiad z Petem Philly i Perqusite.Ten drugi baaaardzo miło i przyjaźnie nastawiony, do tego całkiem przystojny gość, natomiast Pete gwiazdorzył jak mógł ale na mnie wrazenia nie zrobił. W piątek jeszcze padało co chwile i wiało... z piątku jeszcze pamiętam krótką ale miłą rozmowę z Ostrym, którego uwielbiam i szanuje najbardziej na świecie. Potem jeszcze w sobote mówił że odsłuchy na głównej scenie były do kitu bo się w ogóle nie słyszał, ja jak stałam na EMC przy scenie to właśnie też nic tam nie słyszałam więc chyba wszyscy narzekali.
A potem była sobota;) Sobota była grubaaa bo wypiłam niezliczone ilości alkoholu, i chodziłam po backstagu z wiśniówką jak alkoholik, sobota była piękna;) ale z trudnem jestem w stanie sobie przypomnieć szegóły hehe. Przyjechał mój dobry przyjeciel z Australii ze swoją dziewczyną więc był powód do świętowania. Z występów sobotnich pamiętam Lifa, a reszte spędziłam na unity, tam grały m.in Yarah, Invincible, dj Shortee, Dj Sara Love.... dj Shortee rozwaliła system.. jest niesamowita, podpisała Bastkowi mixer, i w ogóle była mega miła i uśmiechnięta.
DJ Sara Love wygląda niesamowicie, to taka mega zgrabna murzynka z londynu, chyba najładniejsza laska która była na scenie w tamten weekend. Apropos lasek które wystąpiły, musze przyznać że dziewczyny z Europy były bardzo miłe i przyjacielsko nastawione, pogadałam z Maryą z Włoch, Niagara z Niemiec strasznie śmieszna;)) i też przyjazna.. Dessee z Bułgarii nawet nie wiem kiedy podbiła... natomiast niektóre laski ze stanów przesadzały.. straszne gwiazdorstwo i to nawet nie wiem dlaczego bo były mega słabe, ale tak to już chyba jest. Jeszcze przypomniała mi sie Lady Daisey z Miami z którą miałam okazje chwile pogadać. No i sensacja unity pod względem ksywy DJ That Fuckin Sara, to djka z Holandii... haha świetna naprewde.. wielki pozytyw dla tej dziewczyny. A w niedizele pogadałam troche z Shania D i Chela Simone, mam nawet fotki z nimi, nagrywały mi big upy do audycji, nabyłam ich płyty bo były przyjazne i uśmiechnięte ;)
W niedziele była kicha bo pogoda się mega popsuła, ale za to występował Kano, występ zajebisty baaardzo mi się podobał, jak nawinął na bicie LilWayne A Milli to zwariowałam zupełnie.
NO i The Roots, co tu dużo gadać.. niesamowity występ, szkoda tylko że w niedziele już wsyzscy są mega wypompowani, Black Thought mnie rozwalił na koniec, zaczął nawijać takim flow że szook.Po koncercie pożegnaliśmy się ze znajomymi wracaliśmy do domu. MIło było zobaczyć znów osoby które widuje tylko na kempie, pogadać z nimi i napić się. Dobrze było poznać sporo nowych osób i odciąć się od rzeczywistości na kilka dni. Jednak teraz powrót jest bardzo trudny, tęsknie bardzo za moimi angielsko-czesko-niemieckimi przyjaciółmi , wiem że znowu potrwa kilka miesięcy zanim ich zobacze. Do tego ta cholerna angina, chyba większość ludzi w tym roku po kempie przyjechało chorych do domu. Mam nadzieje że w przyszłym roku kemp będzie wcześniej a pogoda dopisze.DZiękuje wszystkim ktorzy sie zjawili i tym którzy sie nie zjawili też;) Ale Największe BigUp i milosc dla mojego CREW : Martuszka, Szyszka i Bass... kocham Was!

2 komentarze:
az zal, ze znow mnie tam nie bylo ;/
ceeeeeeeeeeeee!
idealnie żeś to ujęła, a ja w przyszłym roku zainwestuje w jakiś ogrzewany namiot ;P
wtedy może nie będę mieć takiej anginy jak mam..
heh..
http://aka-betti.fotolog.pl/
Prześlij komentarz